Jakub Pielak - Free Fusion Band. Recenzje

 

RECENZJA NA BABSKIMUCHEM.BLOX.PL:

25.10.2017 na fonograficznym rynku ukazała się długo oczekiwana pozycja, wydana przez Allegro Records. Norwesko - polska formacjaJakuba PielakaFree Fusion Band, zadebiutowała niespotykanym materiałem zatytułowanym "Vulcan's Electric Hammer".

Tytuł albumu nawiązuje do twórczości Philipa K. Dick'a, która od zawsze stanowiła silną inspirację dla Autora, nie tylko w sferze muzycznej działalności, lecz także wpływając na wybór życiowych ścieżek pośród zawiłych dróg codzienności. Bo, tak naprawdę, to o nich właśnie dowiemy się najwięcej, zasłuchując się w oddane w nasze ręce z największą ufnością dzieło, na które Jakub Pielak pracował latami...

Tytułem wstępu, poniżej zamieszczam "spis treści" tej wyśnionej księgi pełnej niezliczonych tajemnic:

1. "Andromeda Galaxy" (Joanna Szczerbowska - Kowal - piano, Iwona Lipińska - vibraphone, Jakub Pielak - bass guitar, synthesizers, programming)/ 2. "Psychotic World" (Rune Nicolaysen - saxophones, Tomasz Koza - guitars, Jan Jansen - keyboards, Jakub Pielak - bass guitars, synthesizers, orchestral synthesizers, programming)/ 3. "The Girl in the Shadow of the Moon" (Iwona Lipińska - tubular bells, timpani, Tomasz Koza - guitars, Jakub Pielak - keyboards, synthesizers, programming)/ 4. "Hysteria" (Joanna Szczerbowska - Kowal - piano, Iwona Lipińska - timpani, Elżbieta Psonak - Frajczyk - viola, Jakub Pielak - bass guitars, keyboards, synthesizers, programming)/ 5. "Future Exploration" (Tomasz Koza - guitars, Jakub Pielak - bass guitars, synthesizers, percussion, programming)/ 6. "Faces Between Raindrops" (Tomasz Koza - guitars, Jakub Pielak - bass guitar, double bass, synthesizers, percussion)/ 7. "Vulcan's Electric Hammer /part one/" (Iwona Lipińska - timpani, percussion, Wenche Bilden - clarinet, Rune Nicolaysen - saxophones, Andre Røkås - drums, Jakub Pielak - synthesizers, programming)/

Wspomnieć należy, iż album stanowi dzieło nie tylko pod względem muzycznym - do współpracy Pielak pozyskał cenionego Artystę o niezrównanym poczuciu piękna i estetyki wizualnej, Kubę Karłowskiego. Człowieka, który sprawia, iż po wydawnictwa noszące ślady jego działalności (a są to ślady niemałe, gdyż Kuba Karłowski w projekty angażuje się albo w całości, albo... wcale) sięgać można w ciemno, z pewnością niezbitą, że będą to rzeczy zawsze nad wyraz doskonałe!

Wieloletnia przyjaźń obu Artystów sprawiła, iż muzyka tworzy znakomitą parę z tym, co otrzymujemy na obrazie - istnieją niepodważalne związki, pewne dialogi czy dopowiedzenia, a czasem - nałożenie zasłony tajemnicy pomiędzy tymi dwiema, na wskroś przenikającymi się dziedzinami sztuki.

Gatunkowo album klasyfikuje się w obszarach jazzu, muzyki fusion,... w zasadzie na potrzeby określenia wyjątkowości tego dojrzałego, ambitnego dzieła o silnym przesłaniu, wymyślono nowy gatunek - experimental fusion, najlepiej chyba oddający muzyczne zawirowania, jakich jesteśmy świadkami, obcując z tą płytą.

Co najważniejsze, Autor udowadnia, że nie gatunek świadczy o wyjątkowości oraz poziomie muzycznego dzieła - że najprawdziwsze piękno wolnym jest całkiem od jakichkolwiek prób szufladkowania, że najbliżej mu, po prostu, z absolutną szczerością, oddaniem i zaangażowaniem.

Znamiennym jest fakt, iż album ujrzał światło dzienne tuż przed urodzinami lidera i kompozytora - stanowiąc jednocześnie silny dowód na zamknięcie pewnego tomu, pewnej części swojego dotychczasowego życia; swoistekatharsis w najpiękniejszej formie...!

Album otwiera majestatyczny, silnie nasączony emocjami utwór "Andromeda Galaxy" stanowiący punkt wyjścia dla podróży, w którą odważnie udaje się kompozytor, zachęcając do niej nie tylko współtworzących galaktyczne ścieżki dźwięków - muzyków, lecz także zaangażowanego odbiorcę, gotowego podjąć ufnie wyciągniętą dłoń i dać się porwać w prawdziwie kosmiczną podróż! Utwór o niesamowitej dramaturgii, elektroniką rozrzucający gwiazdy i tworzący ścieżki na niepewnej drodze; przerażający, lecz kuszący i wabiący z nieopisaną siłą, przenikający na wskroś, budzący niepokój. Fortepian Joanny Szczerbowskiej - Kowal, który w dalszej części płyty da się nam poznać jako łagodny, kojący instrument, tu - zaskakuje zdecydowaniem, pewnym rodzajem agresji i nieodpartą pewnością i siłą. Odrywając stopy od ziemi, dając się porwać w tę kuszącą podróż do jądra wszechświata... /a może, po prostu, do wnętrza samego siebie...?/, dotykamy boleśnie wręcz klaustrofobii uczuć, izolacji, zamknięcia, zduszenia nadmiarem własnych emocji i myśli, wołani saksofonem Rune Nicolaysena w sam środek "Psychotic World". Wspaniałym, a zarazem cudownie przerażającym jest fragment, w którym samotny saksofon na lewym kanale stara się przeciwstawić przepięknej apokalipsie dźwięków docierającym z prawej strony... Podczas słuchania tego utworu na słuchawkach, można się poczuć jak w samym środku własnej psychozy, dla której jednak szybko pojawia się cudowne światełko w tunelu... Bo przyznać należy, że  - o ile album podejmuje temat wielu nie zawsze przyjemnych aspektów życia, ukazując je z pełnią mocy i nieopisaną głębią - zostawia jednak zawsze dobre, pozytywne przesłanie, nad każdą przykrą myślą rozjaśniając niebo.

Niepokojąco pięknym utworem, odkrywającym najwięcej tajemnic duszy ludzkiej, którą na dźwięki rozpisać może utalentowana ręka, jest nagrany w trio "The Girl in the Shadow of the Moon". Wspaniałe połączenie żywych instrumentów z elektroniką, esencja tego, co próbuje przedostać się z rzeczywistości do świata marzeń, lub, dotykając różnych ludzkich stanów świadomości, ze świata marzeń przedziera się niepowstrzymaną siłą do rzeczywistości... Prawdziwa walka dobra ze złem, delikatności z bezwzględną siłą oraz rozpaczliwie zawieszone na zakończenie pytanie o ostateczny wynik starcia... Piękno w najdelikatniejszej odsłonie! Uderzająca szczerość, ufność, oddanie i zaangażowanie zespołu, który najwyraźniej staje się jednym w dążeniu do pokonania tego, co boli, uwiera i nęka. Cudownym dopowiedzeniem, rozwinięciem odważnie podjętego tematu jest utwór "Hysteria", w którym odkrywamy prawdziwą delikatność skrytą w fortepianie, usiłującym ukoić łkającą altówkę, której płacz stopniowo przeradza się w prawdziwą ... histerię. W tle - bardzo piękny scenariusz tworzony przez Jakuba Pielaka zarówno na instrumentach klawiszowych, jak i cudownie ciepłym basie, a także wyjątkowo klimatyczne kotły (timpani) pod wodzą Iwony Lipińskiej.

Punktem zwrotnym albumu jest trzyczęściowy utwór "Future Exploration". Tutaj znajdziemy wszystko, pełne widmo dźwięków, emocji, poszukiwań, odkryć i fantazji. Miliony rozsypanych puzzli stanowiących o tym, kim jesteśmy i ... kim stać się możemy; o tym, co jeszcze odkryć można, patrząc odważnie w przyszłość, - muzycy układają w całość. W nagraniu bierze udział dwoje znakomitych znajomych, przenikających własne myśli z siłą nie do zmierzenia - odkrywanie tajemnic świata odbywa się za pomocą gitar Tomasza Kozy oraz Jakuba Pielaka uzbrojonego w syntezator, gitarę basową i perkusjonalia. Jeśli by dźwięki można zamienić na słowa, a przestrzeń przez nie tworzoną - na podłoże zdarzeń, z samego "Future Exploration" powstałoby prawdziwe dzieło literackie - trzytomowe, piękne, opasłe, dojrzałe, ambitne - które bez dwóch zdań należałoby włączyć do kanonu literatury science - fiction. Autor podaje gotowe rozwiązania, zagląda w przyszłość, odkrywa nieznane i - co znamienne - przepięknym językiem potrafi opowiedzieć o tym nam, nie sięgającym wzrokiem tak daleko, wysoko... Pokazać coś nieuchwytnego wzrokiem, oddać moc tego, co silnie wykracza poza pojmowanie przeciętnego odbiorcy, tak, by zadziałało w pełni na wyobraźnię... mało kto potrafi. Tutaj - mamy mistrzostwo, geniusz w każdym calu! W tym samym składzie (jednak tutaj Pielak sięga też po ... kontrabas!) muzycy nagrali także kolejny genialny utwór, schodząc stopami ciut niżej, dotykając tematów bliższych codzienności, a jednak - jakże ważnych na wielu płaszczyznach... "Faces Between Raindrops". Tu samotność w tłumie przedziera się i krzyczy milionami głosów, wyciąga długie macki, oblepione brudem zakłamania i fałszu, ukazuje maski setek anonimowych ludzi, w tłum się zlewających...

Zdumiewającym jest epilog albumu, tytułowa kompozycja, "Vulcan's Electric Hammer /part one/", która zarówno zamyka płytę w całość, stanowiąc podsumowanie, jak i zawiera w sobie pewne oczywiste niedopowiedzenie, zostawiające odbiorcę w nastroju niecierpliwego oczekiwania na ciąg dalszy...

Album niezwykle frapujący i piękny, z całą pewnością nie do słuchania "w tle"... Cudnie ambitne dzieło, w którym - prócz muzycznych wzruszeń i artystycznych uniesień, prócz kawałka nieba, który może darować jedynie najwyższa sztuka - tu otrzymamy także wyciągniętą ku nam dłoń Autora. A w niej - zaproszenie do tej kosmicznej podróży, jaką stanowić może życie wewnętrzne, gdy zdecydujemy się na nie odważyć, zajrzeć w samą głębię i ... "poukładać klocki" w jedną spójną całość. Mimo ogromnej mocy w materiale tkwiącej, Free Fusion Band pozostawia przestrzeń w samym centrum świata otwieranego dla nas - i z pełną ufnością zaprasza nas, odbiorców, byśmy wprowadzili się z własnymi bagażami, na własnych zasadach. Przepustką jest absolutna szczerość, zaufanie, otwarcie i chęć sięgania po więcej... Oczy wzniesione ku niebu!


Przedmowę do albumu autorstwa Jakuba Pielaka przeczytać można w zapowiedzi płyty /link/. Serdecznie polecam także piękny wywiad, jaki miałam przyjemność przeprowadzić z Autorem, nim ukazał się album: /link do wywiadu/.

Marta Ratajczak